Według naszych rankingów Giewont zajmuje 175 miejsce wśród najpopularniejszych miejsc w górach. Poniżej mapy znajdują się relacje z wycieczek i zdjęcia z okolicy Giewontu .
Adamcuľa Baníkov Baníkovské s. Baranec Batizovské pl. Białka Tatrzańska Biela voda Biely Váh Bobrovecké s. Brestová Brestová, skanzen Brzeziny Bukowina Tatrzańska Dolna Bukowina Tatrzańska Klin Butorowy Wierch Bystrá Bystrá lávka Bystry Karb Býv. Važecká ch. Błyszcz Ch. pod Rysmi Ch. pod Soliskom Chochołów Chuda Przełęcz Ciemniak Cisowa Skała Czarny Staw Gąsienicowy Czarny Staw nad Morskim Okiem Czerwienne - Nabudza Czerwona Przełęcz Czerwony Staw w Dolinie Pańszczycy Dolina Białego Dolina Białego (górne piętro) Dolina ku Dziurze Dolina za Bramką Dolina za Mnichem Dolinka pod Sedielkom Dom Turysty PTTK Dursztyn Dwoiśniak Dzianisz Eliaszówka Gáborov zadok Galicowa Grapa Giewont Gronik Grześ / Lúčna Gubałówka Gładka Przełęcz Harenda Hlinská dol., ústie Holý vrch Hotel PTTK Kalatówki Iwaniacka Przełęcz j.M j.Mroźna j.R j.Sm.Jama Jamnícke s. Jamské pl. Jarząbczy Wierch / Hrubý vrch Jaszczurówka Juráňova dol., ústie Kasprowy Wierch Kiry Kmeťov vdp. Kończysty Wierch Kondracka Przełęcz Wyżnia Kopa Kondracka Kopieniec Wielki Kôprovský štít Kopylec Kościelec Kozi Wierch Kozia Dolinka Kozia Prz. Krempachy Kriváň Krivánsky žľab Krzesanica Kuźnice Liliowy Karb Liptovský košiar Lysá Poľana Magura Witowska Maruszyna Małołączniak Murowanica Myślenickie Turnie Nad Bielym Váhom Nad Bytom Nad Žabím potokom Nad Zrubami Nędzówka Nižná lúka Nižná Velická poľana Nižné Hágy Nižné Temnosmrečinské pl. Niżnia Kominiarska Polana Nosal Nosalowa Przełęcz Nowa Biała Nowe Bystre Olczyska Polana Oravice Ornak Palenica Białczańska Pańszczycki Potok Parichvost Partizánska nem. Plačlivô, rázc. Pod Furkotskou dol. Pod Grúnikom Pod Holým vrchom Pod Homôľkou Pod Hrubou kopou Pod Klinom Pod Lyscom Pod Muráňom Pod Poľským hreb. Pod Predným zeleným Pod Smrekom Pod Suchým vrchom Pod Temnými smrečinami Pod Tomanovou Podbanské Polana Biały Potok Polana Huciska Polana Pisana Polana pod Wołoszynem Polana Stoły Polana Strążyska Polana Trzydniówka Poľský hrebeň Popradské pl. Popradské Pleso, zast. Poronin Predné Solisko Prz.Mięguszowiecka pod Chłopkiem Prz.Przysłop Miętusi Prz.w Grzybowcu Przełęcz Karb Przełęcz Kondracka Przełęcz Krzyżne Przełęcz Liliowe Przełęcz pod Kopą Kondracką przystanek PKS Dolina Chochołowska Psia Trawka Pyszniańska Przełęcz Račkova dol., ATC Rafaczańska Grapa Rakoń Rázc. pod Bystrou Rázc. v Smutnej dol. Roháčske plesá Roma Rówień Waksmundzka Rusinowa Polana Rysy Rzepiska S. pod Ostrvou S. pod Umrlou S. Zábrať Salatín Sarnia Skała Schr. na Hali Gąsienicowej Schr. na Hali Kondratowej Schr. na Hali Ornak Schr. na Polanie Chochołowskiej Schr. nad Morskim Okiem Schr. w Dolinie Pięciu Stawów Schr. w Roztoce Sedielko Siklawa Siklawica Siwa Polana Siwa Przełęcz Skrajny Granat Škutnastá poľana Slavkovský štít Sliezsky dom Smreczyński Staw Smutné s. Starorobociański Wierch Štrbské Pleso Świnica Świnicka Przełęcz Symbolický cintorín, rázc. Szaflary Szpiglasowa Przełęcz szpital zakaźny Tablica S.Bronikowskiego Ťatliakova ch. Tatranská Javorina Tatranská Polianka Tatranské Zruby Téryho ch. Tichá, hor. Tomanowa Przełęcz Toporowa Cyrhla Tri studničky Trigan Trybsz Trzydniowiański Wierch Vanička vdp. Skok Velický most Východná Vysoká Vyšné Hágy Vyšné Kôprovské s. Wierch Poroniec Witów Wlk.Pol.w Dol.Małej Łąki Wodogrzmoty Mickiewicza Wołowiec Wrota Chałubińskiego Wylot ku Dziurze Wylot za Bramką Wyżnia Brama Chochołowska Wyżnia Chochołowska Wyżnia Kira Miętusia Wyżnia Tomanowa Polana Ząb Zadná Látaná Zadni Granat Záhradky Zakopane Hotel Kasprowy Závory Zawracie Zawrat Zazadnia Zbojnícka ch. Žiarska ch. Žiarska dol., ústie Žiarske s. Zielony Staw Gąsienicowy Żleb Kulczyńskiego Zverovka, rázc. Łapszanka Łapsze Wyżne 0:00      0:00 0.0km 100m   200m 0p.   0p. 0

Proszę czekać na wyświetlenie mapy!

Giewont

Sylwetka Giewontu kojarzy się z śpiącym rycerzem, a wszyscy znamy legendę o śpiących rycerzach, a jeżeli nie pamietamy, to pomoże nam telewizja z reklamą o piwie, które ponoć jest z Tatr. Giewont jest bardzo popularnym szczytem. W lecie tworzą się długie kolejki przy ostatnim odcinku szlaku na Giewont, na któym obowiązuje ruch jednostronny. Giewont jest rekordzistą jeśli chodzi o ilość wypadków śmiertelnych w Tatrach – zginęło na nim ponad 50 turystów (por. Wikipedia: Wielki Giewont).

Wybrane szlaki

1. Giewont Doliną Strążyską - szlak Doliną Strążyską

Lp Trasa ⌛h:mm km ↗m ↗% ↘m ↘% km/h Uwagi Opisy
1Roma (907 m) Polana Strążyska (1040 m)0.352.0 km140 m7.0 %0 m0.0 %3.4 km/h
2Polana Strążyska (1040 m) Przełęcz w Grzybowcu (1311 m)1.001.5 km270 m18.0 %0 m0.0 %1.5 km/h
3Przełęcz w Grzybowcu (1311 m) Kondracka Przełęcz Wyżnia (1765 m)1.152.5 km450 m18.0 %0 m0.0 %2.0 km/h
4Kondracka Przełęcz Wyżnia (1765 m) Giewont (1909 m)0.250.7 km130 m18.6 %0 m0.0 %1.7 km/h
RAZEM3.156.7 km990 m14.8 %0 m0.0 %2.1 km/h

2. Giewont przez Polanę Kondracką - szlak z Kużnic przez Polanę Kondracką

Lp Trasa ⌛h:mm km ↗m ↗% ↘m ↘% km/h Uwagi Opisy
1Kuźnice (1010 m) Hotel PTTK Kalatówki (1198 m)0.251.5 km190 m12.7 %0 m0.0 %3.6 km/h
2Hotel PTTK Kalatówki (1198 m) Schronisko PTTK na Hali Kondratowej (1333 m)0.352.0 km135 m6.8 %0 m0.0 %3.4 km/h
3Schronisko PTTK na Hali Kondratowej (1333 m) Przełęcz Kondracka (1723 m)1.251.8 km390 m21.7 %0 m0.0 %1.3 km/h
4Przełęcz Kondracka (1723 m) Kondracka Przełęcz Wyżnia (1765 m)0.050.4 km40 m10.0 %0 m0.0 %4.8 km/h
5Kondracka Przełęcz Wyżnia (1765 m) Giewont (1909 m)0.250.7 km130 m18.6 %0 m0.0 %1.7 km/h
RAZEM2.556.4 km885 m13.8 %0 m0.0 %2.2 km/h


To tylko przykłady wycieczek. Teraz wróć do mapy w górnej części ekranu i sam zaplanuj swój szlak



Wykaz wszystkich szlaków bezpośrednich

1. Kondracka Przełęcz Wyżnia (1765 m) Giewont (1909 m)
Czas przejścia: 0 godz. 25 min. | Długość odcinka:0.7 km | Suma podejść:130 m | Śr. nachylenie:18.6% |Suma zejść:0 m | Śr. nachylenie w zejściu: 0.0% | Śr. prędkość: 1.7 km/h | Uwagi:
2. Giewont (1909 m) Kondracka Przełęcz Wyżnia (1765 m)
Czas przejścia: 0 godz. 20 min. | Długość odcinka:0.7 km | Suma podejść:0 m | Śr. nachylenie:0.0% |Suma zejść:130 m | Śr. nachylenie w zejściu: 18.6% | Śr. prędkość: 2.1 km/h | Uwagi:

Opisy wycieczek udostępnione przez użytkowników

pomysł na Giewont z Kasprowego

Autor: BetiKa

Opracowano: 2012-09-30 21:37:33

Trasa: Kasprowy Wierch Przełęcz pod Kopą Kondracką Kopa Kondracka Przełęcz Kondracka Kondracka Przełęcz Wyżnia Giewont Kondracka Przełęcz Wyżnia Przełęcz w Grzybowcu Polana Strążyska Roma


Może to będzie mniej męczące niż podejście z Kuźnic?

Zaczynając o ósmej z Kasprowego można na obiad zejść do schroniska na Polanie Strążyskiej. 

Proszę o komentarze oraz ew. uwagi ;-)


04 X 2012 godz 7,3o / 8,oo / 8,1o Kasprowy - dol Białego 18,oo / 18,3o

Autor: richard

Opracowano: 2012-10-10 11:49:09

Trasa: Kasprowy Wierch Przełęcz pod Kopą Kondracką Kopa Kondracka Małołączniak Krzesanica Ciemniak Krzesanica Małołączniak Kopa Kondracka Przełęcz Kondracka Kondracka Przełęcz Wyżnia Giewont Kondracka Przełęcz Wyżnia Przełęcz w Grzybowcu Polana Strążyska Siklawica Polana Strążyska Roma Wylot ku Dziurze Dolina Białego


Dzień był piękny ........słoneczny,  ciepły , rano bezchmurnie, koło południa lekkie zachmurzenie i wiatr, popołudniu bez zmian, wieczór ciepły - halny.....cały dzień bezdeszczowo....temp +5 do +16...


Miętusi - Kuźnice via Giewont i Kasprowy

Autor: Bieganek

Opracowano: 2013-05-09 10:20:56

Trasa: Gronik Przełęcz Przysłop Miętusi Wielka Polana w Dolinie Małej Łąki Przełęcz Kondracka Kondracka Przełęcz Wyżnia Giewont Kondracka Przełęcz Wyżnia Przełęcz Kondracka Kopa Kondracka Przełęcz pod Kopą Kondracką Kasprowy Wierch Myślenickie Turnie Kuźnice Murowanica


14.07.2011
Go&W
Tatrzańskich spacerów dzień 4 - ostatni.

 


Zdobyć Śpiącego Rycerza

Autor: AlicjaSob

Opracowano: 2013-06-05 13:33:26

Trasa: Gronik Wielka Polana w Dolinie Małej Łąki Przełęcz Kondracka Kondracka Przełęcz Wyżnia Giewont Kondracka Przełęcz Wyżnia Przełęcz w Grzybowcu Polana Strążyska Roma


Niby taki Giewont, niby nawet dzieci na niego wchodzą, a jednak dał nam w kość. Samo podejście na szczyt po łańcuchach bardzo ekscytujące, szkoda tylko że ten Rycerz taki oblegany i duzo czasu marnuje się na czekanie za wolnym łańcuchem, szczególnie jak dziadek chce wnuczkowi zrobić zdjęcie przy każdym łańcuchu. Poza tym jak wracaliśmy Doliną Strążyską, to padał deszcz i buty się strasznie ślizgały, co zwalniało tempo marszu - podstawa to dobre buty, za kostkę! 
Widoki ze szczytu piękne - pamiętam z je z mojej pierwszej wyprawy w Tatry z gimnazjum. Tym razem Giewont był w chmurach, ale jeszcze na niego wejdziemy!


Debiut na tatrzańskich szlakach – Giewont i Kasprowy Wierch

Autor: mynaszlaku

Opracowano: 2013-07-06 12:59:24

Trasa: Kuźnice Hotel PTTK Kalatówki Schronisko PTTK na Hali Kondratowej Przełęcz Kondracka Kondracka Przełęcz Wyżnia Giewont Kondracka Przełęcz Wyżnia Przełęcz Kondracka Kopa Kondracka Przełęcz pod Kopą Kondracką Kasprowy Wierch Dwoiśniak Schronisko PTTK na Hali Gąsienicowej Kuźnice



http://mynaszlaku.pl/debiut-na-tatrzanskich-szlakach-giewont-i-kasprowy-wiech/

2013.07.24 – Giewont

Autor: stefan26

Opracowano: 2013-10-22 10:33:25

Trasa: Kuźnice Hotel PTTK Kalatówki Schronisko PTTK na Hali Kondratowej Przełęcz Kondracka Kondracka Przełęcz Wyżnia Giewont Kondracka Przełęcz Wyżnia Przełęcz Kondracka Schronisko PTTK na Hali Kondratowej Hotel PTTK Kalatówki Kuźnice


Zapraszam do opisu i galerii zdjęć ... KLIK


http://rogala.priv.pl/?p=7515

Giewont, Kopa Kondracka i Kasprowy Wierch z Kuźnic

Autor: jkab@op.pl

Opracowano: 2013-10-29 22:29:53

Trasa: Kuźnice Hotel PTTK Kalatówki Schronisko PTTK na Hali Kondratowej Przełęcz Kondracka Kondracka Przełęcz Wyżnia Giewont Kondracka Przełęcz Wyżnia Przełęcz Kondracka Kopa Kondracka Przełęcz pod Kopą Kondracką Kasprowy Wierch


Trasa "załatwiająca" za jednym zamachem chyba dwa najmodniejsze szczyty polskich Tatr.

Opcja dla leniwych to wjechać kolejką na Kasprowy i trase zrobić "wspak" :-)


http://naszegorskiewedrowki.blogspot.com/2014/01/tak-sie-wszystko-zaczeo-czyli-idziemy.html

Od Nosala, przez Kościelec i Kasprowy, aż po Giewont

Autor: Shellu

Opracowano: 2014-07-05 21:43:24

Trasa: Murowanica Nosal Nosalowa Przełęcz Kuźnice Schronisko PTTK na Hali Gąsienicowej Czarny Staw Gąsienicowy Kościelec Przełęcz Karb Zielony Staw Gąsienicowy Dwoiśniak Kasprowy Wierch Przełęcz pod Kopą Kondracką Kopa Kondracka Przełęcz Kondracka Kondracka Przełęcz Wyżnia Giewont Kondracka Przełęcz Wyżnia Przełęcz w Grzybowcu Polana Strążyska Roma


Z wycieczką (powrotem) w Tatry nosiłem się już od sporego czasu. Zawsze jednak brakowało decyzji. Bliżej z Katowic mam do Beskidu Śląskiego i tam najczęściej kierowały się moje kroki. Tym razem jednak powiedziałem, dość. Czas wrócić tam, gdzie jest najpiękniej. Po zaplanowaniu całej trasy udałem się w czwartek 26 czerwca do Zakopanego. Po krótkim spacerze i kwaterunku można było nabierać sił. Wieczorem mały rekonesans na dojście dość specyficzną trasą do szlaku zielonego, który miał być startem do przygody.

Piątkową trasę zielonym szlakiem na Nosal rozpocząłem nie od samego początku, tylko dosłownie kawałeczek dalej. Zaczynałem bowiem z ulicy Jaszczurówka-Bory i ścieżką obok klasztoru Urszulanek dostałem się na zbocze góry pod las, skąd po przejściu nad wyciągami, ścieżką dotarłem właśnie do zielonego szlaku – dokładnie miejsca, gdzie zaczyna się strome podejście na Nosal.

Na szlak wszedłem o godzinie 7.03 i od tej pory zaczęła się moja 15-godzinna wędrówka po Tatrach. Rozważałem wcześniej ominięcie Nosala i przez Kuźnice spokojne dojście do Hali Gąsienicowej, ale stwierdziłem, że dobra rozgrzewka na początek się przyda. Mam jednak trochę to do siebie, że spory wysiłek w godzinach wczesnoporannych powoduje u mnie lekkie zawroty głowy, dlatego mimo że żwawym krokiem, to kilka razy po drodze przystanąłem.

Podejście od razu dość konkretne, trzeba się nieco wysilić. Piękna pogoda zachęcała do chodzenia. Na razie żywej duszy nie spotkałem, poza jednym człowiekiem schodzącym z Nosala, gdzieś w środku drogi. Drewniane i kamienne schodki powodują, że trzeba wysoko unosić nogi przy kolejnych krokach. Myślę, że ta góra jest idealna do treningów siłowych nóg. Wysiłek jest nie za długi, ale intensywny. Co jakiś czas patrząc w bok odsłaniała mi się panorama Tatr, coraz to wyższe partie. Po drodze kilka urwisk, niby niewysoka góra, ale lepiej do niektórych krawędzi się nie zbliżać. Ładne „rzeźbione” można powiedzieć skały, jedna z nich (jak wyczytałem) przypomina psa i rzeczywiście tak jest.

Wejście na szczyt nie zajmuje mi „ustawowych” (czyli z drogowskazu) 55 minut, a zaledwie 35, mimo wspomnianych krótkich postojów. Ze szczytu rozpościera się piękna panorama na niektóre... dalsze cele mojej podróży. Co prawda Orla Perć tym razem celem nie była, ale jej fragmenty również świetnie było widać tego poranka widać.

Po jakichś 10 minutach spędzonych na szczycie udałem się w dalszą drogę. Kontynuowałem trasę zielonym szlakiem w kierunku Nosalowej Przełęczy, a za nią aż do skrzyżowania z niebieskim szlakiem z Kuźnic. Ta droga przebiegła bardzo szybko, m.in. na odpoczynku po wejściu na Nosal. Gdy dotarłem do niebieskiego szklaku skierowałem się w stronę Hali Gąsienicowej. Tam też zobaczyłem pierwszych turystów podążających w tę samą stronę. Z czasem było ich coraz więcej. Podczas całej drogi można było zobaczyć różne tempo wchodzących osób, zależne pewnie zarówno od wieku, kondycji jak i... posiadania plecaka lub nie. Ja szedłem swoim równym tempem i trochę osób wyprzedziłem, ale też i kilka osób wyprzedziło mnie. Czasem mam wrażenie, że niektórzy w górach są na wyścigach. Owszem – dobrze jest mieć dobrą formę, ale nie o to, by wyprzedzać przecież chodzi.

Droga jak wiadomo jest pod górę przez sporą część no i po kamieniach. Może nie są one jakoś uciążliwe, ale jednak trzeba patrzeć pod nogi. Najpierw las, potem droga przez Skupinów Upłaz, w końcu jesteśmy na Przełęczy Między Kopami, z których w każdą stronę roztaczają się piękne widoki, widać między innymi Giewont z bardzo nietypowej perspektywy, można też przyjrzeć się z daleka Kasprowemu. Wkrótce rozpoczyna się zejście na Halę Gąsienicową i tutaj odsłania się Orla Perć, a także m.in. Kościelec, który miał być jednym z kolejnych etapów wycieczki. Sama Hala również piękna, cudowna przyroda i – mimo sporej ilości turystów – poczucie spokoju.

W schronisku Murowaniec zrobiłem sobie dłuższą – około 40-minutową przerwę – na bardziej obfite śniadanie niż to, które zjadłem przed wyjściem. Co prawda za trzy parówki i trzy kromki chleba trzeba zapłacić 15 złotych, ale nie ma sensu poskąpić kilku złotych, a potem umierać z głodu. Tak więc właściwy posiłek właśnie przyjąłem tam. Większość ludzi siedziała na zewnątrz, w środku było raptem kilkanaście osób. Po zjedzeniu jeszcze rzut oka na monitor z warunkami panującymi w kilku miejscach w Tatrach (z którejś ze stron internetowych). Patrzę – Kasprowy OK, można iść dalej.

Z Murowańca udałem się nad Czarny Staw Gąsienicowy. Droga przebiegła szybko i sprawnie po kamiennych płytach. Oczom moim ukazywał się coraz bardziej Kościelec i... coraz bardziej mnie przerażał. Niewielka, ale wysoka, pionowa góra, która z tej perspektywy wydaje się bardzo trudna do wejścia. Zacząłem rozważać, na ile na wyższych partiach warunki mogą utrudniać wejście. Kościelec ma 2155 metrów n.p.m., a na jego zboczu można było widzieć duży płat śniegu. Nie znając do końca drogi wejścia na szczyt, obawiałem się, że właśnie w okolicach tego śniegu może znajdować się trasa szlaku.

Widoki nad Czarnym Stawem przepiękne, okolice Zawratu i dalej Orlej Perci, no i właśnie Kościelec na pierwszym planie. Na Przełęcz Karb i tak miałem iść, więc jeszcze część drogi bez dyskusji była przede mną, ciągle miałem natomiast wątpliwości, czy udać się dalej czarnym szlakiem na szczyt, czy od razu odbić w kierunku Kasprowego. Zyskałbym na tym 2 godziny, ale przecież nie o czas tu chodzi. Droga na Karb w większości po sporych kamieniach, mocno pod górę – trzeba przyznać, że adrenalina niwelowała ubytek sił (albo raczej wzmagała te siły). Dodatkowo widok z góry na Czarny Staw i odbijające się w nim góry jest wspaniały. Doszedłszy na Mały Kościelec spotkałem turystę w mocno średnim wieku (pod sześćdziesiątkę) widać, że zaprawionego w górskich bojach. Spytałem, czy był na szczycie, odpowiedział, że teraz już by nie dał rady (głównie zejść, bo wejść jeszcze tak). Natomiast opowiedział, że był kilka razy w przeszłości. Gdy ja powiedziałem mu o swoich wątpliwościach, powiedział jedno zdanie - „ta góra to straszna franca, ale jak pan nie pójdzie, będzie pan żałował do końca życia”. To zdanie mnie przekonało i zapadła decyzja – idę. Oczywiście z rozsądkiem w głowie, że gdy gdzieś tam będzie za dużo wody na podejściach, skały i kamienie będą śliskie, nastąpi natychmiastowy odwrót. A cała góra można powiedzieć mocno „lśniła” w promieniach słonecznych, co sugerowało, że tej wilgoci jest tam sporo. Po chwili dotarłem do Przełęczy Karb i chwilę odpocząłem, aby nabrać sił. Na nieszczęście trafiłem na coś, czego bardzo nie lubię. Grupka młodych ludzi również tam odpoczywała i miała „super” temat. Rozmawiali o wypadkach w górach, o upadkach w przepaść i śmierci oraz roztrząsali dylematy związane ze śmiercią wspinaczy, alpinistów itd. w górach, o ich odpowiedzialności za rodziny... Temat zawsze ważny, ale przyznam, że będąc w górach takie gadki można sobie darować, bo tylko mogą obniżyć morale samych siebie i wszystkich dookoła. Owszem, odpowiedzialność jest bardzo ważna, ale tego typu dylematy niech pozostaną przed wyprawą – niech będą kwestią wyboru czy idę w góry czy nie. A jeśli zdecydowałem się iść, to po prostu należy to robić odpowiedzialnie, właśnie choćby z myślą o rodzinie, czyli nie porywać na rzeczy, które przerastają możliwości w danym momencie. Takie rozmowy, jakie usłyszałem, miały w sobie dużo z defetyzmu...

Nie zważając jednak na to, po zapoznaniu się z ostrzeżeniem o „bardzo trudnym szlaku” rozpocząłem wędrówkę na Kościelec. Góra jest dość stroma, jednak dzięki zakosom nie odczuwa się tego tak bardzo. Podejście po kamieniach wymagało wysiłku, a od pewnego momentu trzeba było zacząć sobie pomagać rękami. Na górę próbowały się dostać także dziewczyny. W jednym miejscu, gdzie trzeba było już ewidentnie się wspiąć jedna z nich zapytała mnie, gdy już byłem na górze, czy dalej jest szlak. Odpowiedziałem, że tak, ale później już jej nie widziałem, co świadczyło o tym, że zrezygnowała. Elementów wspinaczkowych było kilka, podobnie jak sporych płaskich skał, po których też umiejętnie trzeba było jakoś przedostać się do góry. Mimo wszystko jednak wydaje się, że człowiek ze średnią kondycją i siłą oraz ogólnym rozgarnięciem (czyli umiejętnością skupienia się i odpowiedzialnością) powinien tę trasę przejść bez problemu. Przyznam, że miałem sporo szczęścia, że gdy wchodziłem do góry, było bardzo mało ludzi na trasie, a potem na szczycie, bo później schodząc była ich cała masa i minąłem pewnie z 20-30 osób. Ostatnie podejście również wymagało użycia rąk, ale za chwilę można było już znaleźć się na szczycie.

Miejsce, z którego widać wszystkie stawy Gąsienicowe. Piękny widok na Świnicę i Orlą Perć. Widać Giewont i Kasprowy, czyli dalsze cele wędrówki. Widać schronisko w Murowańcu. Ilość śniegu na zboczach Tatr Wysokich widocznych z tej strony sugerowała, że z wyprawą na Orlą Perć na razie lepiej się wstrzymać (znaczy poczekać do lipca/sierpnia). Prawdopodobnie w „paru” miejscach pokrywa śnieżna byłaby mocno niebezpieczna, więc nie ma co porywać się z motyką na... śnieg. Ale za jakiś czas jak najbardziej. Porozmawiałem z osobami, które były na szczycie, odsłuchałem utworu „Zawrat” z filmu „Prowokator” (muzyka Michała Lorenca z tego filmu, kręconego w dużej mierze właśnie w Tatrach, idealnie pasuje). Co prawda w albumie jest także utwór „Kościelec”, ale on na ten moment jakoś nie był na topie w mojej głowie.

Po odpoczynku i posileniu się ciastkami udałem się w drogę powrotną. Tu było nieco trudniej niż na wejściu, z wiadomego względu, czyli konieczności stawiania nóg i szukania punktu oparcia pod (za) sobą, czyli nie w pełni zasięgu wzroku. Dlatego wysiłek był nieco większy. Natomiast poza elementami wspinaczkowymi zejście też jest nieco zdradliwe, bo niektóre mniejsze kamienie mogą lekko wyślizgiwać się spod stóp i przyznam, że raz w niegroźnym miejscu wylądowałem na tyłku, mimo zachowywania sporej koncentracji. Tak jak pisałem, mijałem wiele osób i tylko się cieszyłem, że pojawiły się dopiero teraz. Po niedługim czasie znalazłem się ponownie na Przełęczy Karb. Gdy spojrzałem jeszcze raz za siebie, aby ujrzeć Kościelec z tą wchodzącą zygzakiem masą ludzi, miałem takie trochę skojarzenie z Wieżą Babel. Sam natomiast po chwili przerwy i rozmowie z napotkanymi na przełęczy osobami udałem się dalej. Teraz czas było dostać się na Kasprowy – najpierw drogą do Zielonego Stawu, potem skręcając żółtym szlakiem na wysokości Dwoiśniaka. Droga spokojna, trochę w dół i trochę po równi. Jako, że było już po 13.00, miałem za sobą ponad 6 godzin drogi. Fizycznego zmęczenia nie odczuwałem w ogóle, natomiast idąc cały czas nie pod górę, trochę mnie zaczęło nużyć. Droga po kamieniach była łatwa, gdzieniegdzie zalegały małe płaty śniegu, za to dużo więcej było ich na zboczu Świnicy i okolic. Co ciekawe jedna kobieta, która również była na Kościelcu i umawiała się z koleżanką będącą na Kasprowym, wybrała drogę „w lewo” na wysokości Zielonego Stawu, czyli czarnym szlakiem na Świnicką Przełęcz. Było tam sporo śniegu, tak więc ja się na to nie zdecydowałem. Przejście obok Zielonego Stawu Gąsienicowego – wzdłuż wybrzeża – jest bardzo klimatyczne. Po minięciu kilku stawów i stawików doszedłem do kolejki krzesełkowej (nieczynnej) i do wspomnianego żółtego szlaku. Szczyt Kasprowego wraz ze stacją nie wydawał się jakiś specjalnie odległy. W uszach dźwięczały mi jednak słowa jednego z turystów na Kościelcu, który pokazując świetnie widoczną z góry całą drogę na Kasprowy, że ona tylko wydaje się taka „w miarę łagodna”, a w rzeczywistości daje w kość...

Przyznam, że to podejście było dla mnie najtrudniejsze podczas całego dnia. Niby na drogowskazie było napisane 50', ale ja szedłem 1h15'. Ciągle pod górę, może nie bardzo stromo (bardziej strome podejścia mamy choćby na taki Stożek czy Czantorię), ale jednak pod sporym kątem. Tutaj ta trasa plus już ponad 7 godzin marszu mimo powolnego, choć równego tempa, dawały znać o sobie. Najgorsze w takich sytuacjach jest to, że szczyt nie wydaje się przybliżać, co lekko frustruje. Po jakimś czasie co kilkadziesiąt kroków zacząłem przystawać na kilkadziesiąt sekund. Sporo ludzi schodziło ze szczytu. Ja wszedłem na niego w końcu przed 16.00. Szczerze mówiąc byłem dość głodny i liczyłem, że coś na górze uda się zjeść. Wcześniej szukałem w internecie informacji na temat gastronomii na Kasprowym, ale nie dotarłem do informacji o godzinach otwarcia, względnie zawieszenia okresowego działalności na czas remontu kolejki. Za szybą widziałem produkty, ale było zamknięte. Srogo się więc zawiodłem, na szczęście miałem jeszcze trochę jedzenia, ale takiego raczej niekonkretnego typu batoniki itd. - w plecaku. Kilkanaście osób, które były na szczycie siedziały przy budynku, ja poszedłem posiedzieć na to podwyższenie, gdzie są kamienie i można bardziej podziwiać widoki.

Po posileniu się i dwudziestokilkuminutowym odpoczynku ruszyłem dalej. Tym razem celem był Giewont, a po drodze Kopa Kondracka, do której miałem dwie godziny drogi.

Trasę w drugą stronę, najpierw przez Czerwone Wierchy, a potem aż do Kasprowego pokonałem 13 lat temu jeszcze będą w liceum. Teraz więc odcinek do Kopy Kondrackiej miałem okazję przejść w drugą stronę i była to pewnego rodzaju wycieczka sentymentalna. Droga jak wiadomo jest raczej spokojna, ale trzeba uważać idąc zboczem, bo ścieżka nie jest zbyt szeroka i w razie upadku można lekko się zsunąć... To tak łagodnie mówiąc. Tu jednak nastąpił dla mnie powrót do pełni sił i spokojnie mogłem iść dalej pokonując zejścia i wejścia, które jednak były dość łagodne. Po półtorej godziny dotarłem do Przełęczy pod Kopą Kondracką i szczerze mówiąc zbliżając się od kilkudziesięciu minut nie do końca byłem pewien czy góra bardziej odległa (Małołączniak) nie będzie moim pośrednim celem. Na szczęście nie. Podejście na Kopę Kondracką było też dość ostre, ale raczej krótkotrwałe. Mam taki swój sposób, który trochę zapobiega frustracji związanej z subiektywnym poczuciem braku zbliżania się do szczytu w odpowiednim tempie. Po prostu nie patrzeć cały czas na cel, tylko pod nogi i na najbliższe kilka metrów. W ten sposób robię jakieś 150 kroków, przystaję na chwilę, odpoczywam i wtedy mogę spojrzeć dalej – tak, wtedy ma się poczucie, że kawałek się przeszło. Mimo to na Kopę wszedłem bez problemu. Tam chwila odpoczynku po dwugodzinnej drodze, tradycyjnie kilka fotek i już czas na Giewont, który był teraz już na wyciągnięcie ręki. Trzeba powiedzieć, że idąc na odcinku Kasprowy Wierch – Kopa Kondracka, obracając się cały czas za siebie i obserwując Kasprowy z coraz dalszej odległości – robi bardzo ciekawe wrażenie – stacja na szczycie wygląda bardzo efektownie.

Na drogowskazie do Giewontu z Kopy Kondrackiej jest godzina. Było już po 18, więc musiałem sobie dokładnie przemyśleć, jak to czasowo będzie wyglądało, żeby nie dopadł mnie zmierzch. Zakładałem, że ostatnie pół godziny drogi mógłbym pokonać już praktycznie po zmroku, gdyż wiedziałem, że odcinek z Polany Strążyska do końca szlaku jest szeroką ścieżką. Trzeba było jednak tak obliczyć czas, żeby do tej drogi zdążyć jeszcze za dobrej widoczności.

Z tego powodu zacząłem rozważać, czy nie odpuścić wejścia na Giewont. Jednak ja, jak to ja, nie odpuściłem. Więcej niż przeciętna czasu zajęło mi dojście do Kondrackiej Przełęczy, a to z powodu kozic górskich, które na kilka minut zagrodziły mi drogę. Pierwsze już widziałem przy wejściu na Kasprowy, teraz kolejne pojawiły się centralnie na ścieżce. Nie były płochliwe, ale musiałem poczekać, aż same zejdą z drogi. W końcu dotarłem do przełęczy, gdzie spotkałem dwójkę turystów, którzy zeszli z Giewontu. Po krótkiej rozmowie udałem się w kierunku łańcuchów. Na rozwidleniu pomiędzy szlakiem zejściowym i wejściowym spotkałem ostatnie osoby na swojej drodze tego dnia. Były to dwie dziewczyny, które powiedziały, że na szczycie nie ma już nikogo. Pamiętając wejście na Giewont z wycieczki szkolnej, wiedziałem, że trudno nie będzie. Po kilkunastu minutach byłem już na górze. Piękne widoki już nie tylko na Tatry, ale także na Zakopane, Gubałówkę. To była godzina 19.30, więc mogłem podziwiać widoki o zachodzie słońca. Niestety z powodu upływającego czasu nie mogłem zabawić tam na dłużej, więc na szczycie byłem niecałe dziesięć minut, ale co się napatrzyłem to moje.

Ogólnie w drodze na i z Giewontu napotykamy bardzo zdradliwe śliskie, „wypolerowane” kamienie. Naprawdę trzeba uważać, żeby nie zaliczyć upadku. Dlatego generalnie łańcuchy przy takim wejściu konieczne by nie były, właśnie gdyby nie te kamienie. Zejście odbyło się spokojnie i ok. 19.50 ruszyłem czerwonym szlakiem.

Giewont ma to do siebie, że żeby na niego wejść od strony Zakopanego, trzeba go najpierw obejść. Mimo że nie jest to wysoki szczyt w kontekście innych w Tatrach, to jednak cała góra jest dla mnie jedną z najbardziej monumentalnych. Z Zakopanego widać ją w całości, a także gdy patrzy się z dołu na podejście – również można takie wrażenie odnieść.

Udałem się więc w drogę powrotną. Czerwony szlak na zejściu jest trudny w tym sensie, że wymaga stałej koncentracji, gdyż nie tylko kamienie, ale także ziemia jest po prostu śliska. Wymaga to dość dużo wysiłku, a sama droga po tylu godzinach marszu jest dość żmudna. Rekompensowały to widoki o zachodzie słońca, co prawda Tatry Wysokie były już zasłonięte, ale pejzaże w kierunku Dolin Kościeliskiej, Chochołowskiej, a także wielu wielu dziesiątek kilometrów dalej – zapierały dech w piersiach. Na kontemplację jednak czasu już za bardzo nie miałem i tak schodziłem, schodziłem... Bardzo ciekawy moment to „Szczerbinka”, po której trzeba się trochę wspiąć. To urozmaicenie w czasie monotonnej drogi było jak zbawienie, nawet jeśli było „pod górę”. Niedługo za nią w końcu zaczął się las, czyli zapowiedź, że meta jest coraz bliżej. Ciągle co prawda były dość śliskie kamienie po drodze, ale było ich już trochę mniej. Do lasu wchodziłem, gdy zmierzchało, ale widoczność była jeszcze dobra. W końcu dotarłem do Przełęczy w Grzybowcu, gdzie do czerwonego szlaku dołączył czarny, prowadzący z Doliny Chochołowskiej. Teraz tylko miałem przed sobą kilkadziesiąt minut Grzybowiecką Doliną aż do Polany Strążyska. Droga przebiegła w spokojnym, równym tempie, ale mimo że wszystko w lesie, trzeba uważać, aby się nie pośliznąć, gdyż coraz większa liczba wilgoci ze strumyków i potoków sprawiała, że koncentracja musi być zachowana. W końcu dotarłem do Polany Strążyska, gdzie napotkałem przewidywaną szeroką ścieżkę. Było już prawie całkiem ciemno, ale to już nie miało większego znaczenia, bo kontury drogi było dobrze widać. Przede mną miało być jeszcze 35 minut drogi. Przyznam, że niespecjalnie chciało mi się już, aby droga ta się dłużyła, więc jakąś jedną trzecią po prostu... przebiegłem żwawym truchtem. Aż dziwne, że po tylu godzinach marszu bez problemu mogłem jeszcze podjąć się biegu – choć to chyba jednak przez większą część dnia pracowały inne partie mięśni.

Tak więc po niecałych 30 minutach moim oczom ukazały się bardzo wyraźne światła. Ulica Strążyska (na której miałem nocleg) była już przede mną. Ostatnie kilkadziesiąt metrów i znalazłem się ma mecie szlaku. Do pensjonatu miałem jeszcze jakiś kilometr po asfalcie.

Na szlak wszedłem o godzinie 7 rano, skończyłem o 22, czyli miałem za sobą 15 godzin drogi i jakieś 30 kilometrów. W jej trakcie zaliczyłem kilka postojów, pół godziny w Murowańcu, pół godziny na Kościelcu i Kasprowym. Do tego pomniejsze dziesięcio- lub kilkuminutowe na Nosalu, nad Czarnym Stawem, na Kopie Kondrackiej i na Giewoncie. Dodatkowo chwile postoju na zdjęcia czy w wyniku zmęczenia w drodze na Kasprowy.

W góry nie chodziłem od lat, poza sporymi trasami w Beskidzie Śląskim rok i dwa lata temu. Teraz jednak zaprawa w postaci trasy Zawoja – Korbielów (przez Babią Górę), Wisła – Stożek – Czantoria – Ustroń, Korbielów – Milówka (przez Pilsko) i w końcu wycieczka na Skrzyczne, dały wystarczająco kondycji, aby wybrać się w całodniową wycieczkę w Tatry.

Pogoda przez cały dzień była wspaniała, słonecznie, bez deszczu, ale też nie upalnie. Całość spowodowała, że apetyt na górskie wyprawy się zaostrzył i już myślę powoli, co dalej. Niech stopnieją śniegi na niektórych szlakach, a wtedy będziemy zdobywać kolejne góry.

Michał Murzyn


Trasa Giewont, Kopa Kondracka

Autor: dymeek89

Opracowano: 2015-06-14 10:27:32

Trasa: Roma Polana Strążyska Przełęcz w Grzybowcu Kondracka Przełęcz Wyżnia Giewont Kondracka Przełęcz Wyżnia Przełęcz Kondracka Kopa Kondracka Przełęcz pod Kopą Kondracką Schronisko PTTK na Hali Kondratowej Hotel PTTK Kalatówki Kuźnice


Dzień był piękny, niebo prawie bezchmurne i bardzo ciepło. Podejście od Doliny Strążyskiej wymagające, chyba jedno z ciężsszych, aby dojść na Giewontm, za to jest bardzo malownicze. Przeznaczeniem wyprawy było wyjście na Kopę Kondracką, ale jak już wyszliśmy na Kondracką Przełęcz Wyżnią to, żal było nie podejść i na Giewont. Polecam trasę.


https://www.facebook.com/damian.kacprzak.374/media_set?set=a.924095577637448.1073741830.100001110446612&type=3