Udostępnij

Z Rohaczy...

Autor: Lutra82


Opracowano: 2012-08-12 23:22:04


Pierwszą wartą uwagi wycieczkę w tym roku odbyłam 11.08.2012r. Naszym celem był Rohacz Płaczliwy, Rohacz Ostry oraz Wołowiec i Rakoń czyli mówiąc krótko Słowackie Tatry Zachodnie. Pomimo niesprzyjającej pogody, która dała o sobie znać już o 3 nad ranem kiedy wstałam, postanowiliśmy osiągnąć cel. O 6 rano byliśmy już na parkingu. Cena za parking na Zwierówce za cały dzień to tylko 3 Euro :)Szybkie pakowanie plecaków i jesteśmy na trasie do Bufetu Rohackiego. Niestety zamknięty (czynny w godz. 10-16), wiec została kawa tylko z termosu :( Krótki odpoczynek i ruszamy na Smutną Przełęcz. Rzeczywiście aż łezka się kręci widząc te widoki :) Chce się wracać i to nie raz. Łagodny i widokowy szlak szybko zamienia się w ostro pnący się do góry. Niestety im wyżej tym gorsza widoczność. Nie wiemy co przed nami. Tylko mgła i deszcz. Pierwszy cel niestety nie do końca osiągnięty, bo łatwiejszą alternatywną drogą dochodzimy do Rohacza Płaczliwego. Idziemy dalej, pada śnieg, jest coraz zimniej, nie warto nawet na chwile przystawać, bo ciało szybko się wychładza. Palce drżą, wszystko mamy przemoczone do suchej nitki. Spotykamy Słowaków, którzy radzą by zawrócić. Koniec końców stwierdzają ze to nasze życie. A my idziemy dalej, przecież wcale nie ma tak źle…Stres w głowie jest. Ja myślę cały czas jak to będzie na Ostrym, myślę o tych łańcuchach. Boje się ze w takich warunkach nie dam rady…Zaczynamy od pierwszych łańcuchów. Z płaczliwego w kierunku Ostrego trzeba zejść. Pojawiają się pierwsze łańcuchy w dół…Oczywiście dla mojego towarzysza niedoli to nie był żaden problem. A Ja? No cóż generalnie wole wchodzić. Schodzenie kiepsko mi wychodzi. Pośliznęłam się, trzymając się łańcucha i moje ręce odmawiały mi posłuszeństwa. Myślałam, że nie dam rady, ale udało się. Gdyby nie Grzegorz to myślę ze skończyłoby się to przynajmniej złamaniem nogi. Wspiął się za mną i pomógł mi zejść. Uffffff……Chwila odpoczynku i idziemy dalej. Myślę sobie, co to będzie dalej….? No i mam. Niedługo trzeba było czekać na kolejne łańcuchy wzdłuż grani Ostrego. Ja zmarznięta i zestresowana myślałam ze nie dam rady. Grzegorz przeskoczył to jak wiewiórka. A ja znów musiałam przetrawić temat w myślach. Nagle ktoś pojawia się znad przeciwka. Dwóch chłopaków z Polski. Patrzę sobie jak dzielnie sobie radzą i podpatruje jak to zrobić. Po instruktażu idę dalej. Co chwila wypytuje idącego z przodu Grzegorza jak wygląda szlak. Strach patrzeć w dół. Jedyną dobrą stroną tej niepogody było to że tak naprawdę nie widziałam co tam jest na dole. Raz po raz pojawiała się roślinność. Starzec górski – niepozorny kwiatuszek, ale jakoś dodawał mi otuchy. Coraz bardziej boje się kolejnych łańcuchów. Okazuje się jednak ze to koniec i reszta to już igraszka. Trochę stromo w dół, ale już bezpiecznie docieramy na Wołowiec i bardzo prostym szlakiem kolejno na Rakoń i potem już szybciutko do Bufetu i na parking. Na miejscu byliśmy ok. 18.

Ania Skurska 2012-09-08 16:41:43

Witaj ; ). Bardzo lubię Rohacze, ale rzeczywiście dobrze jest na nie wyruszać przy ładnej pogodzie. Być może napisałaś to ogólnikowo albo przypadkowo i doskonale o tym wiesz, ale przyczepię się do tych Tatr Słowackich; Wołowiec i Rakoń to już nasze, rodzime szczyty ; ). Pozdrawiam i życzę wielu udanych tras!