Wielka Przechyba - Schronisko PTTK Przehyba - Opis i galeria zdjęć ze szlaku

Wielka Przechyba (1191 m) Schronisko PTTK Przehyba (1175 m)

Długość odcinka: 1.2 km
Czas przejścia: 0.20 godz.    Suma podejść: 30 m    Śr. nachylenie: 2.5%    GOT: 2 pkt.
W przeciwnym kierunku:
Czas przejścia: 0.20 godz.    Suma podejść: 30 m    Śr. nachylenie: 2.5%    GOT: 2 pkt.

Opisy wycieczek udostępnione przez użytkowników

Majówka w Beskidzie Sądeckim

Autor: wester

Opracowano: 2012-05-06 17:51:35

Trasa: Krynica Przełęcz Krzyżowa Dolina Czarnego Potoku Jaworzyna Krynicka Runek Bacówka PTTK nad Wierchomlą Runek Schronisko PTTK na Hali Łabowskiej Hala Pisana Przełęcz Bukowina Makowica Rytro Chata Kordowiec Niemcowa Wielki Rogacz Schronisko PTTK Przehyba Przełęcz Przysłop Dzwonkówka Schronisko PTTK na Bereśniku Szczawnica PKS


Po kilku latach znów wróciłem w te góry. Było warto. Na szlakach o wiele mniej ludzi niż w Beskidzie Śląskim czy Żywieckim, piękna pogoda i sympatyczne schroniska.


http://www.7000.pl

Długi weekend czerwcowy - Beskid Sądecki

Autor: JagaB

Opracowano: 2013-06-03 07:39:57

Trasa: Krynica Huzary Krynica Przełęcz Krzyżowa Dolina Czarnego Potoku Jaworzyna Krynicka Runek Bacówka PTTK nad Wierchomlą Runek Schronisko PTTK na Hali Łabowskiej Hala Pisana Przełęcz Bukowina Makowica Rytro Chata Kordowiec Niemcowa Wielki Rogacz Przełęcz Żłobki Radziejowa Wielka Przechyba Schronisko PTTK Przehyba Czeremcha Leśniczówka Kunie Szczawnica PKS


Miało być w kierunku Bieszczad. Ale na Huzarach złapała mnie burza. Pioruny waliły tak, że obiecałam sobie, że jak z tego wyjdę, to daję sobie spokój z Beskidem Niskim i idę w Sądecki. Było bosko - ulewa, deszcz we mgle i puste szlaki. Czasami miałam wrażenie, że idę przez świat zapomniany przez człowieka. Pierwszych ludzi spotkałam dopiero w schronisku na Jaworzynie. Noc spędziłam w Bacówce pod Wierchomlą susząc siebie i sprzęt w ogrzewanym pokoju. Słuchanie burzy za oknem, kiedy się leży w śpiworze jest bardzo przyjemne :)

 

Następny dzień do przejście pod Cyrlę, gdzie nocowałam już w namiocie. Dzień był piękny i słoneczny, ale noc przyniosła znowu burzę. Jak się obudziłam rano, to jedynym suchym kawałkiem jaki był w namiocie, była moja mata. Na pozostałej częście podłogi stała woda. Niestety nie było sensu suszyć sprzętu na deszczu, więc poszłam z mokrym. Zajrzałam po drodze do chatki na Niemcowej, gdzie nic się przez kilkanaście lat nie zmieniło. Posiedziałam, pośpiewałam. Popłakałam się też ze wzruszenia, jak zagrał Krzysztoń.

 

Na noc podeszłam na Przysuchę, gdzie się poddałam i spałam w pokoju wieloosobowym. Na pocieszenie miałam tylko to, że nikt się nie zdecydował spać pod namiotem. Poznałam tam przesympatyczną parkę z którą przegadaliśmy całe popołudnie, a potem śpiewaliśmy przy ognisku.

Rano zeszłam już do Szczawnicy, szukać sposobu powrotu do domu. Ponieważ pierwszy był autobus do Krakowa, więc wracałam tamtędy.

Było pięknie. Chodzenie po górach samemu jest cudowne. Trochę mnie zastanawia, dlaczego muszę padać ze zmęczenia, iść w strugach deszczu i czuć każdy mięsień, żeby wiedzieć, że żyję i czuć się szczęśliwą, ale widać tak mam. Wiersze poogarniam i może coś wrzucę :)